środa, 16 kwietnia 2014

Wyzwanie „Czytamy wszelaką literaturę"

Chciałabym Was zaprosić do mojego autorskiego wyzwania „Czytamy wszelaką literaturę”. Ponieważ okazało się, że wyzwanie „Czytamy prawdziwe historie” już istnieje (dowiedziałam się o tym dzięki blogerce z anianotuje.pl), postanowiłam wyjść do Was z zupełnie innym.  Nie jestem pewna czy i takie wyzwanie już nie istnieje, więc w przypadku gdy ktoś spotkał się już z takim, proszę o powiadomienie mnie o tym. Polegać będzie ono na przeczytaniu jak największej ilości książek. Na tym jednak się nie kończy. Przede wszystkim zależy mi, abyśmy czytali wartościową literaturę, dlatego też każdy gatunek będzie miał swoją punktację. Osoba, która zdobędzie najwięcej punktów otrzyma w nagrodę książkę.

1.Klasyka – 6pkt.
2.Literatura faktu – 6pkt.
3.Nauki ścisłe – 6pkt
4.Biografie – 5pkt.
5.Historia – 5pkt.
6.Filozofia – 5pkt.
7.Edukacja – 5pkt.
8.Językoznawstwo – 5pkt.
9.Biznes – 4pkt.
10.Komiks – 4pkt.
11.Psychologia – 4pkt.
12.Fantastyka – 4pkt.
13.Horrory, thrillery, kryminały, sensacje – 4pkt.
14.Religijne – 3pkt.
15.Kuchnia – 3pkt.
16.Poradniki – 3pkt.
17.Sport – 2pkt.
18.Dla młodzieży – 1pkt.
19.Romanse – 1pkt.
20.Literatura obyczajowa – 1pkt.
21.Literatura dziecięca – 1pkt.

Każda przeczytana przez Was książka może otrzymać punkty tylko raz.
(np. Anna Karenina otrzyma 6 pkt. za to, że zalicza się do klasyki, ale nie otrzyma już 1pkt. za to, że zalicza się również do romansu)


Zasady wyzwania:
        Czas trwania: od kwietnie 2014 do grudnia 2014 (z możliwością przedłużenia).
        Do wyzwania można dołączyć w każdym momencie, zgłaszając się w komentarzu pod tym postem, podając nick i adres bloga.
        Warunkiem wzięcia udziału jest zamieszczenie recenzji bądź krótkiej opinii na swoim blogu lub portalu np. Lubimyczytać.pl.
        Trzeciego dnia każdego miesiąca zostanie umieszczony post z podsumowaniem.
        Będzie mi bardzo miło, jeśli dodacie na swojego bloga baner wyzwania, co pozwoli na jego rozpowszechnianie.
        Pod każdą opinią/recenzją należy zamieścić link do tego posta.
        Linki do Waszych recenzji proszę wstawiać do posta z podsumowaniem z każdego poprzedniego miesiąca.


Baner:
Nie zastrzegam sobie prawa do powyższego obrazka, gdyż jest on pobrany ze strony weheartit.com, został tylko przeze mnie edytowany.


Wzór zgłaszania książek w komentarzach:
Ewa Nowak
Przeczytała:
Anna Karenina – Lew Tołstoj – 1.Klasyka  + link do recenzji
Martynka i podróże – Wanda Chotomska – 21.Literatura dziecięca + link
Miasteczko Salem – Stephan King - 13.Horrory, thrillery, kryminały, sensacje + link

Punkty przyznaje organizator.

Recenzje przeczytanych książek można zgłaszać do 31 maja pod kolejnym postem. Podsumowanie ukaże się 3 czerwca.
Dwie osoby nagrodzę książkami, mianowicie:
1. Osobę, która uzyska największą liczbę punktów.
2. Osobę, która przeczytają najwięcej książek w tym czasie. 
Ponieważ kwiecień zaczął się już dawno, można wstawiać linki do recenzji książek, które przeczytaliście na początku miesiąca

piątek, 11 kwietnia 2014

Co się stało z książką, co się stało z człowiekiem?

Statystyki* z 2010 roku w Polsce wskazują, że ani jednej książki nie przeczytało aż 56% społeczeństwa. Zaledwie 31,1% przeczytało więcej niż 6 książek w ciągu roku. W 2012 roku natomiast po żadną książkę nie sięgnęło już 60,8% Polaków, a 26,5% nie przeczytało więcej niż 6 książek. Spadek czytelnictwa zaczął się jednak już dużo wcześniej. Przerażające jest, że z roku na rok badania wciąż pokazują większy procent osób nieczytających. Co jest przyczyną tego zjawiska? Dlaczego potrzeba sięgania po książki kompletnie zamiera? 


Pierwszą przyczyną, która przychodzi mi do głowy, jest Internet. Z pewnością wszyscy się ze mną zgodzą, że świat został opanowany przez tę globalną sieć. Ludzie jedzą w Internecie, kupują w Internecie, a nawet kochają przez Internet. Wiadome jest więc, że na książki nie mają czasu w natłoku ważnych spraw, które muszą załatwić, siedząc przed komputerem. Oczywiście to tylko niedorzeczna wymówka, która całkowicie odbiega od prawdy. Wykorzystują ją, żeby uśpić swoje wyrzuty sumienia z powodu straconego czasu, o ile w ogóle takowe mają. 

Bezczynne siedzenie przed telewizorem i oglądanie „odmóżdżających” seriali to jedna z najpopularniejszych form rozrywki. Dlaczego mielibyśmy być wyjątkiem, przecież po dniu ciężkiej pracy stać nas jedynie na obejrzenie „Trudnych spraw”, w których Zosia zaszła w ciążę, a chłopak jej nie kocha. Książka wymagająca ogromnych nakładów energii i koncentracji jest rozrywką dla osób ambitnych, które przez cały dzień w pracy popijają kawkę. Człowiek stał się bezmyślną maszyną, która nie obsługuje książek. 

Zdaje się, że naprzeciw tym problemom wychodzi technologia, czyli książki w wersji elektronicznej oraz czytniki e-booków. Teraz wyjeżdżając na wycieczkę lub jadąc do szkoły czy  pracy autobusem, nie musimy dźwigać ogromnych tomisk. Jest to znacznie wygodniejsze i wydawać by się mogło, iż sprawi to, że ludzie chętniej będą czytać. Niestety pomimo najnowszej technologii po e-booki sięgają tylko osoby regularnie czytające, pozostała część ludzi jest już tak zrażona do papierowych wersji, że nawet te elektroniczne nie robią na nich żadnego wrażenia. Zakładają oni, że książki są dla mięczaków i kujonów, traktują je jako zło koniecznie – o zgrozo! Być może ci sami ludzie niedługo stwierdzą, że nauka czytania jest zupełnie niepotrzebna. 

Ku szczęściu pseudo pisarzy coraz prościej wydać książkę. Wydawnictwa sugerują się swoim zyskiem, a co za tym idzie – wpuszczają na rynek ociekające banałem pozycje. Nietrudno również dostrzec raz za razem pojawiające się błędy w treści. W ten sposób możemy zauważyć niekompetencje pisarza, ale przede wszystkim samego wydawnictwa. Nie dość, że społeczeństwo czyta truizmy, to na domiar tego nie może czerpać z nich żadnej wiedzy, a wręcz przeciwnie – uwstecznia się. Wydawnictwa stosują zabiegi, zgodnie z którymi ponownie publikują starsze książki, ponieważ współczesnym utworom daleko do ambitnej literatury. Łatwo dostrzec więc desperację wydawnictw oraz spadek poziomu wiedzy ogółu. 

Rozwój bibliotek i księgarń ostatnimi czasy jest bardzo wzmożony. Dzięki temu na każdym kroku mamy dostęp do książek. Biblioteki są lepiej wyposażone, państwo stara się konstytuować programy ich rozwoju. Niestety, dotyczy to głównie większych miast i właśnie tam poziom czytelnictwa jest wyższy. Jak wskazują statystyki, w małych miasteczkach dostępność książek jest o wiele mniejsza, dlatego poziom ten wyraźnie spada. Nie można jednak stwierdzić, że jest to główny problem, przez który Polacy po nie nie sięgają. 

Świat pędzi, a ludzie razem z nim. Mimo powszechności książek opisanej powyżej ludzie nie mają ochoty czytać. Są coraz bardziej zapracowani i zabiegani w swoim życiu. Ciężko jest im wysiąść z tego pędzącego pociągu i zatrzymać się przy dobrej książce w ręku, poświęcić kilka chwil na refleksje oraz odpowiedzenie sobie na pytanie: czy życie w tym pośpiechu ma sens. Nieradzenie sobie z problemami prowadzi do depresji, która, można rzec, jest już chorobą społeczeństwa. Nie zna ono magicznego klucza do rozwiązania swoich problemów, a jest nim nic innego, jak książka. Czytając, napotykamy razem z bohaterami różne przeciwności i uczymy się, jak postępować  i radzić sobie z problemami. Szkoda, że mało kto odnalazł klucz do lepszego życia. 

Można powiedzieć, że do niskiego poziomu czytelnictwa przyczynił się również wzrost cen na rynku księgarskim. Są one coraz droższe i ciężko otrzymać nowe, a zarazem tanie lektury. Ceny, które widnieją na okładkach, są niekiedy kosmiczne. Dlatego też, w szczególności młodym osobom, ciężko jest pozwolić sobie na zakup choćby jednej książki w miesiącu. Można przypuszczać, że akurat ten problem rozwiązują publiczne biblioteki, w których nie trzeba płacić za wypożyczenie lektury. Nie oszukujmy się jednak, lepiej jest mieć własną książkę na półce i móc w każdej chwili do niej powrócić. Ponadto w bibliotekach nowości książkowe pojawiają się z opóźnieniem, a jak już się pojawią, to na jeden dostępny egzemplarz jest wielu chętnych. Przez pazerność wydawnictw ludzie nie mogą pozwolić sobie na częsty zakup książek, które ich interesują. 


Rodzice, dziadkowie nie wspierają swoich pociech, nie są dla nich dobrym przykładem. W tym momencie nasuwa się powiedzenie: „czym skorupka za młodu nasiąknie…”. „Skoro mama nie czyta, to dlaczego ja mam czytać?”. Dzieci od najmłodszych lat nie mają styczności z książkami, to nie ma się co dziwić, że gdy dorastają, nie czują potrzeby, żeby to zmienić. Dlatego też coraz mniejsza liczba nastolatków czyta lektury szkolne – lepiej dostać złą ocenę, niż stracić czas. Można zauważyć pewną zależność – osoby wykształcone i ich dzieci czytają dużo więcej aniżeli osoby niewykształcone.

Ludziom coraz częściej brakuje wyobraźni, która konieczna jest przy czytaniu. Rozrywka ta staje się wtedy męcząca i wymaga skupienia, czemu mało kto się oddaje. A tak naprawdę nie trzeba wiele, po przeczytaniu większej liczby lektur problem znika. Niestety, prościej jest usiąść wygodnie przed telewizorem i nie przemęczać swojego ”małego mózgu”. Oprócz tego w dzisiejszych czasach pojawiają się coraz to ciekawsze formy rozrywki, które są dużo większym wabikiem niż książka. 


Wszystkie te problemy i przeciwności nie stanowią tak naprawdę żadnej przeszkody dla osoby, która chce czytać. Pojawia się również światełko w tunelu, jest nim częstsze wypożyczanie książek z bibliotek. Nadzieję można dostrzec również w młodym pokoleniu – dopóki jeszcze można, trzeba działać i zaszczepiać w dzieciach potrzebę sięgania po lektury. Współcześnie świat się rozwija, pędzi jak szalony. Pojawiają się coraz to nowinki techniczne, jest coraz więcej argumentów przeciwko czytaniu. Człowiek zatraca się w tym świecie bez wartości, moralności i odpowiedzialności. Dlatego warto myśleć o przyszłych pokoleniach i starać się zasiać w nich nawyk miłość do książek, gdyż ich obecność w życiu człowieka jest bardzo cenna.

*http://www.granice.pl/kultura,nie-czytamy-wyniki-badan-czytelnictwa-w-polsce-w-2012-roku,5147

Jakie jest wasze zdanie na ten temat? Zapraszam do dyskusji!

czwartek, 3 kwietnia 2014

Dołącz do grona szczęśliwców!

Wyobraź sobie, że jesteś dziennikarzem/dziennikarką. Poświęć 15 minut Twojego cennego czasu i zaobserwuj, co dzieje się w Twoim otoczeniu. Następnie napisz krótki felieton.


Pamiętaj, liczy się jakość, nie ilość – toteż nie sugeruj się tym, że Twoja praca jest krótka, zastanów się raczej nad tym, czy może zaciekawić czytelnika.


Zawalcz o nagrodę i dołącz do grona szczęśliwców!
Regulamin
 
1. Organizatorami konkursu są: blog www.czytanie-najlepsza-nauka.blogspot.com oraz Redakcja Essentia www.redakcja-essentia.blogspot.com.

2. Warunkiem przystąpienia jest wykonanie zadania konkursowego w terminie od 3 do 18 kwietnia br.


4. Organizatorzy wyłonią dwoje zwycięzców.

5. Każdy uczestnik konkursu musi mieszkać na terenie Polski.

6. Organizatorzy mają tydzień na wyłonienie zwycięzców.

7. Zwycięzca ma 3 dni na podanie danych do wysyłki.

8. Organizatorzy mają obowiązek wysłać nagrody do tygodnia od uzyskania adresów.

9. W przypadku gdy organizatorzy nie otrzymają adresu, zwycięzca zostanie powiadomiony ponownie. Wtedy na odpowiedź ma kolejne 3 dni. Jeśli po upomnieniu zwycięzca nie prześle danych, nagroda zostanie anulowana lub przekazana innej osobie.

Co zrobić

1. Należy w komentarzu pod tym postem wyrazić chęć udziału przez standardowe „Zgłaszam się” oraz wysłać odpowiedź na zadanie konkursowe na e-mail: jestemskowronkiem@wp.pl.

2. W treści wiadomości należy podać swój nick.

3. Należy polubić fanpage’a Wydawnictwa Naukowego PWN na Facebooku.

4. Można dodać blog (www.czytanie-najlepsza-nauka.blogspot.com) oraz stronę Redakcji do obserwowanych, jak również polubić nas na Facebooku:Sekret słów oraz Redakcja Essentia (NIE JEST TO JEDNAK KONIECZNE).

Serdecznie zapraszamy i trzymamy kciuki!

piątek, 28 marca 2014

Krzyk „znudzonych" aniołów









Autor: Joseph Nassise 
Tytuł: Krzyk aniołów 
Wydawnictwo: Replika 
Rok wydania: 2013 
Liczba stron: 233







„Ta książka dosłownie zapiera dech w piersiach” – to słowa Clivea Barkera, które widnieją na okładce książki „Krzyk aniołów” (A Scream of Angels). Skuszona tak dobrą opinią, sięgnęłam po utwór. Joseph Nassise – autor bestsellerowej trylogii Zakonu Templariuszy - nie zdołał jednak nad podziw podbić serca czytelników. Moje pierwsze spotkanie z jego twórczością także nie było do końca udane, rozczarowanie pojawiło się już na samym początku, gdy odkryłam, że częścią rozpoczynającą trylogie jest publikacja o tytule „Heretyk”, której prędzej, rzecz jasna, nie czytałam. 

Czołową postacią w utworze jest Cade Williams - niegdyś gliniarz, obecnie dowódca oddziału do spraw specjalnych współczesnych Templariuszy. Zespół Echo, bo tak nazywa się owa jednostka bojowa, zajmuje się walką z nadnaturalnymi istotami. Gdy w obrębie pewnej stacji badawczej zaczynają mieć miejsce niewyjaśnione zjawiska, grupa Echo bierze sprawy w swoje ręce. Wyruszają na niebezpieczną ekspedycje, gdzie przychodzi im zmierzyć się z osobliwością tak potężną, że aż mrozi krew w żyłach. 

Powieść ma zaledwie 233 strony. Podczas lektury wciąż towarzyszy nam uczucie głodu, spowodowane wieloma niewyjaśnionymi okolicznościami. Pisarz pędzi z akcją „na łeb na szyję”, nie przedstawiając nam dokładnego obrazu wydarzeń. Nie mówiąc już o bohaterach, których ledwo możemy rozpoznać. Cade’a, jako główną postać, powinno się postawić na równi z resztą bohaterów, gdyż wiemy o nim niewiele więcej. Być może w części „Heretyk”, mamy sposobność poznać go bliżej. 

Utwór nie wzbudził we mnie żadnych większych uczuć. Natrafiłam na moment, gdzie dopadła mnie ciekawość, co wydarzy się dalej i jest to zdecydowany pozytyw dla pisarza. Oprócz tego, niestety, nie zdołałam się przestraszyć ani wzruszyć. Tak jak szybko się tę powieść czyta, tak samo szybko się o niej zapomina. Po kilku dniach nie byłam w stanie, przypomnieć sobie wielu szczegółów. 

Nie polecam tej książki osobom, które prędzej nie zapoznały się z częścią pierwszą, o której już wspomniałam, gdyż czytając, nietrudno jest dostrzec sytuacje powiązane z wcześniejszymi wydarzeniami. Był moment, w którym poczułam się „nie w temacie” - wtedy to autor powrócił do epizodu z tytułu poprzedniego. 

W moim odczuciu książka mogłaby być dużo lepsza, sam pomysł nie jest zły, jednak wykonanie okazało się trudnym orzechem do zgryzienia dla pisarza. Być może, gdybym znała część pierwszą, moja opinia byłaby inna. Nie tego się spodziewałam po tej lekturze i zdecydowanie miałam zbyt wysokie wymagania. Nie chcę was jednak całkowicie zniechęcać przez moje niespełnione oczekiwania, ta powieść może zdecydowanie spodobać się osobie, która nie będzie wyczekiwać „zwalenia z nóg”. Lektura skończyła się w takim momencie, że powinno się zapoznać z kolejną publikacją - „A Tear in the Sky”, której na polskim rynku wydawniczym jeszcze nie ma. Ja już teraz mogę zadeklarować, iż do niej nie zajrzę. 

wtorek, 18 marca 2014

Zdobycze książkowe

Oto co udało mi się zdobyć w ostatnim czasie. Książki, które widzicie kupiłam lub dostałam od wydawnictw do recenzji. Od góry Krzyk aniołów- Joseph Nassise, zdążyłam już przeczytać i na dniach pojawi się recenzja. Pokonaj stres z Kaizen, Miłość alchemika oraz Szalone życie wampira. Kolejne dwie to Przegląd Końca Świata: Feed oraz Przegląd Końca Świata: Deadline. Nie mogę się doczekać, aż przeczytam. Mam nadzieję, że się nie zawiodę. Wielki Liberace, Pewnego dnia, Dopóki śpiewa słowik, Złodziejka książek - dwóch ostatnich w szczególności jestem ciekawa! Zdążyłam już zacząć Dopóki śpiewa słowik i zdradzę tylko tyle, że jestem pod ogromnym wrażeniem, reszty dowiecie się z recenzji! 

Widzicie coś ciekawego? Możecie coś polecić? 
W tym miesiącu szykuję dla Was niespodziankę z okazji urodzin bloga!

piątek, 14 marca 2014

Nowy Jork tkwi w Tobie











Autor: Isabelle Laflèche
Tytuł: Kocham Nowy Jork
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 400



 Następnego dnia przychodzę do pracy w nowym kostiumie Diora, na szyi mam czerwoną jedwabną apaszkę, pachnę perfumami J'adore i czuję się jak pani świata.


Nowy Jork nie od dziś zachęca, kusi i przywołuje do siebie miliony ludzi. Tym razem w swoje szpony złapał młodą Francuzkę – Catherine. Trzydziestoletnia prawniczka przyjeżdża do Ameryki, żeby pracować na Wall Street w oddziale swojej firmy. Szybko odkrywa, że jej praca to ciągły wyścig szczurów i niewielu osobom może ufać. Pośród tego zgiełku znajduje jednak czas dla siebie i przyjaciół, a nawet poznaje dwóch fantastycznych mężczyzn… Tylko który z nich okaże się wart jej serca?
Catherine po sześciu latach pracy w paryskiej kancelarii dostaje awans i przeprowadza się do Nowego Jorku, gdzie podejmuje pracę w centralnym oddziale firmy. Już pierwszego dnia pracy szefowa daje jej popalić, dodatkowo liczba godzin, które musi przepracować, jeśli chce coś osiągnąć, nie nastawia bohaterki zbyt optymistycznie. Niedługo po tym jej kochana przełożona informuje ją, że pozostało jej niewiele czasu, by przygotować się do egzaminu do nowojorskiej palestry. Jedyną ostoją jest dla niej Rikash, asystent, z którym od początku znajduje wspólny język.
„Kocham Nowy Jork” to pierwsza część powieści o losach Catherine. Na rynku wydawniczym pojawiła się już kolejna – „Kocham Paryż”, po którą na pewno sięgnę. Styl Isabelle Laflèche jest bardzo przyjemny, a powieść należy do tych lektur, które idealnie nadają się na wieczorną nudę.
W książce zafascynował mnie przedstawiony świat mody i prawników. Ciągły nacisk ze strony szefowej, klientów. Bezustanne życie na wariackich papierach to nie moja broszka. Nigdy nie odważyłabym się na taki krok. Główna bohaterka również nie do końca była pewna, czy jej praca jest tym, co tak bardzo kocha i co chce robić. Podobało mi się to, że postać nie jest przesłodzona. Pomimo dużej sumy pieniędzy, jaką zarabia, jest rozważna i nie obnosi się z tym. Polubiłam Catherine od samego początku i tym trudniej było mi się z nią rozstać na samym końcu.
Niestety za zaletę tejże książki nie uchodzą ciągłe wzmianki o pracy głównej bohaterki. Bez przerwy czytamy o tym, ile czasu już w niej spędziła i jak długo będzie jeszcze w niej przebywać. Momentami stawało się to nużące. W „Kocham Nowy Jork” możemy również dostrzec intrygę, nie jest to jednak coś, co mogłoby nas bardzo zaskoczyć, z racji tego, że wokół Catherine kręci się mnóstwo osób, dla których liczy się tylko pieniądz i kolejny awans na wyższe stanowisko.
Polecam tę książkę przede wszystkim kobietom, gdyż to zdecydowanie coś dla nich. Przygotujcie się jednak na to, że nie zostaniecie powalone na kolana. Lekturę czyta się bardzo przyjemnie i bez większego skupienia, lecz nie zostaje ona w pamięci na dłużej, w pełni nadaje się na chwilę odpoczynku od codziennych obowiązków.
Twoja pasja czeka, aż dogoni ją odwaga.

niedziela, 9 marca 2014

I Ty znajdź swojego księcia!












Autor: Rachel Hauck
Tytuł: Był sobie książę
Wydawnictwo: Święty Wojciech
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 430




Chyba każda nastolatka marzy o tym, by spotkać księcia, który oczaruje ją swoim wdziękiem i dobrym sercem, a do tego będzie zabójczo przystojny i bogaty. Każda, przynajmniej tak mi się wydaje, ma świadomość tego, że to marzenie ściętej głowy. Jak się okazuje – nie dla wszystkich, a z pewnością nie dla Suzanny, bohaterki powieści „Był sobie książę…”.

Suzanna ma w życiu wszystko doskonale zaplanowane. Pragnie szczęścia jak każdy człowiek. To szczęście ma jej przynieść długo wyczekiwane małżeństwo z Adamem. Gdy po dwunastu latach jej ukochany ma wrócić z wojny, Suzanna jest przekonana, że ich plany w końcu się ziszczą. Niestety, zamiast kwiatów i upragnionego pierścionka otrzymuje słowa, które łamią jej serce: „znalazłem właściwy pierścionek, ale niewłaściwą dziewczynę”. Bóg jednak szybko stawia na jej drodze kolejnego mężczyznę – księcia Nathaniela. Przyjeżdża on do Ameryki, najprawdopodobniej na swoje ostatnie wakacje w życiu, w niedługim czasie ma bowiem objąć tron i zostać królem. Owe fakty mówią same za siebie. Król i cudzoziemka? To skandal! Jak więc potoczą się ich losy?

Historia opisana przez Rachuel Hauck przypomina swego rodzaju bajkę. Bajkę przedstawioną w życiowych realiach. Powieść ta to jednak swoisty romans, jakich nie mało na rynku wydawniczym. Historia nie wysuwa się przed szereg w swoim gatunku, mimo to zaszczepia w czytelniku ciepło i pozytywną energię, po którą warto sięgnąć. Należałoby wspomnieć, że dla autorki natchnieniem do napisania tejże książki był ślub księcia Williama z Cathernie Middleton. Nie obyło się również bez podziękowania dla jej osoby – pisarka na ostatniej karcie książki wyraża swoją wdzięczność za pobudzenie jej inspiracji.

Postacie występujące w książce są barwne. Zarówno Suzanna, jak i Nathaniel stanowią dobry przykład chrześcijan. Rachel Hauck w tej opowieści położyła duży nacisk na religię, stworzyła bohaterów, którzy są chrześcijanami z krwi i kości. Patrząc z tej perspektywy, zdecydowanie można stwierdzić, iż powieść się wyróżnia. Jedynie osobom, którym daleko do Boga, może to przeszkadzać. Dla mnie natomiast było to ciekawe doświadczenie.

„Był sobie książę…” jest napisana prostym, lekkim językiem. W sam raz na wieczorny relaks po ciężkim dniu. Choć mój początek z tą książką nie był zbyt ciekawy, to w miarę szybko zmieniłam o niej zdanie. Nie przeszkadzało mi to, że mogłam przewidzieć, co się stanie dalej. Nie żałuję czasu poświęconego na tę lekturę, dała mi ona dużo ciepła i spokoju, a oprócz tego pozwoliła przez chwilę pobyć w marzeniach o bajkowym księciu.

Lektura ta przypadnie do gustu osobom, które uwielbiają romanse. Mimo wszystko należy pamiętać, że pełno w niej religii. Autorka to osoba wierząc, toteż część swojej wiary przeniosła do tego dzieła. Pomimo przewidywalności historia ma w sobie co, co sprawia, że chce się ją czytać. Pozostawia po sobie uśmiech na twarzy i ciepło na sercu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...