wtorek, 25 lutego 2014

Zapowiedzi Wydawnictwa Dreams

Bohdan Butenko
Gapiszon i wędzone morze
Premiera: 28 luty 2014 r.
Ilość stron: 40
Oprawa: twarda
Autor: Bohdan Butenko
Ilustracje: Bohdan Butenko
ISBN: 978-83-63579-44-9
Format: 270x255
Nasza cena: 32.90 zł

Kolejne przygody Gapiszona, jednego z najsłynniejszych polskich bohaterów komiksowych, którego wiele perypetii adaptowanych było przez Telewizję Polską w paśmie Wieczorynki. Tym razem Gapiszon poszukuje wędzonego morza, marząc o wielkich połowach!

Wędzone morze? Gdzie to jest?... Spytaj Gapiszona!


Grzywą malowane
Agata Widzowska-Pasiak
Premiera: 28 luty 2014 r.
Ilość stron: 192
Oprawa: twarda + UV + aksamit
Autor: Agata Widzowska-Pasiak
Ilustracje: Ksenia Berezowska
ISBN: 978-83-63579-43-2
Format: 145 x 195
Data wydania: 28 luty 2014 

Nasza cena: 29.90 zł

Kontynuacja powieści "Koń na receptę”.

Kolejne przygody Jagody i grupy dzieci, spędzających wakacje w Dąbrówce, widziane oczami nowej bohaterki, Gai.

W okolicy dzieją się niezwykłe rzeczy: inwazja królików, podejrzane ucieczki koni i innych zwierząt gospodarskich, dziwne malunki na murach Starego Młyna, muzyka dobiegająca z lasu i przemykająca postać Czarnego Maxa. To tylko niewielka część pasjonujących wydarzeń, które sprawiają, że dzieci ponownie jednoczą siły, aby rozwikłać tajemnicę białej klaczy i kolorowych koni.

 Dopóki śpiewa słowik
Antonia Michaelis
Premiera: 7 marca 2014 r.
Ilość stron: 416
Oprawa: twarda
Autor: Antonia Michaelis
Tłumaczenie: Mirosława Sobolewska
ISBN: 978-83-63579-40-1
Format: 148 x 215
Data wydania: Marzec 2014
Nasza cena:44.90 zł



Jari ma osiemnaście lat i w porównaniu z najlepszym przyjacielem, Mattim, jest nieporadny w kontaktach z dziewczętami. Nic dziwnego. Żył dotąd w uporządkowanym świecie stałych norm i krochmalonych koszul – brakuje mu doświadczenia. To wszystko zmienia się, gdy spotyka Jaschę. Ta wywierająca niezwykłe wrażenie dziewczyna prowadzi go ze sobą do domu w samym środku leśnej pustelni. Tam Jari odkrywa świat piękna, finezyjnych ornamentów i zmysłowego upojenia. Ale wkrótce okazuje się, że Jascha skrywa pewną tajemnicę. I że za pięknymi złudzeniami kryje się porażająca prawda. Dom na odludziu. Błądzący wędrownik. Las, skrywający zbyt wiele grobów. I niebezpieczeństwo, które wychodzi poza granice wyobrażeń.


Zapraszam Was na stronę Wydawnictwa Dreams
Widzicie coś ciekawego? Mnie zaciekawił ostatni tytuł "Dopóki śpiewa słowik"

czwartek, 20 lutego 2014

Błękitny zamek- L.M. Montgomery








Autor: Lucy Maud Montgomery 
Tytuł: Błękitny zamek
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2013 
Liczba stron: 280





Z pewnością wielu z Was kojarzy Lucy Maud Montgomery dzięki „Ani z Zielonego Wzgórza”. Być może wy uważacie inaczej, ale we mnie ta lektura wzbudziła niesamowite emocje i nawet dziś, słysząc o rudowłosej, i nieco szalonej Ani robi mi się ciepło na sercu. Autorka była bardzo ambitną osobą. Już wówczas, gdy miała piętnaście lat jej, pierwsze dzieło znalazło się w gazecie. Bardzo mnie zdziwiło, że jej debiutancka powieść początkowo została odrzucona przez wielu wydawców. 

Valancy Striling pomimo swoich dwudziestu dziewięciu lat wciąż żyje na garnuszku matki. Ciotki ciągle pouczają ją, jak powinna postępować, nawet w kwestii ubioru. Zbyt głębokie dekolty i sukienka bez halki nie przystoją prawie trzydziestoletniej, samotnej kobiecie. Bohaterka, chcąc uciec od szarej rzeczywistości, udaje się do Błękitnego zamku, w którym wszystko jest takie jak sobie wymarzyła. Pewnego dnia dowiaduje się, że jej stan zdrowia sukcesywnie się pogarsza i niedługo umrze. Wiadomość ta staje się dla niej motywacją do rozmów z innymi i rozpoczęcia życia na własną rękę. Czy się jej to uda? 

Do książki podeszłam bardzo pozytywnie, gdyż wiedziałam, że nazwisko Montgomery to gwarancja niepowtarzalnej historii i świata pełnego ciepłego klimatu. Oczywiście, nie pomyliłam się. Wyobraźnia autorki po raz kolejny wprawiła mnie w zachwyt. W powieści szczególnie zaskoczyła mnie postać Valancy - początkowo nie mogłam uwierzyć, że jest w stanie pozwolić innym ingerować w jej życie. Teraz jednak stwierdzam, że na co dzień możemy zaobserwować miliony podobnych przypadków - i choć dla mnie jest to nie do pomyślenia, to takowe istnieją. W miarę rozwijającej się akcji bohaterka uzewnętrzniła również swoje pozytywne cechy charakteru. Przykładem jest jej poczucie humoru, które sprawia, że gdy czytamy uśmiech nie schodzi nam z twarzy. 

Historia Valancy jest doskonałym przykładem na to, że w każdym momencie można zmienić swoje życie, jeśli się tego naprawdę pragnie. Każda chwila spędzona z tą książką gwarantuje mile zagospodarowany czas. Z racji tego, że czytałam ją już dość dawno, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że zostaje w pamięci na dłużej. Być może w opinii wielu z was akcja okaże się zbyt przewidywalna, jednak to nie zniechęca, gdyż lektura ma w sobie coś, co nie pozwoli nam oderwać się od niej, dopóki nie zaszeleści jej ostatnia karta. 

„Błękitny zamek” to powieść wyjątkowa i niepowtarzalna, podnosząca na duchu, jak wiele książek Montgomery. Pozostawia po sobie uśmiech na twarzy i wspomnienie magicznego, niestety nierealnego, świata, który czytelnik ma ochotę odkrywać wciąż na nowo. Polecam w szczególności tym osobom, które podziwiają autorkę za „Anię z Zielonego Wzgórza”, znajdą tu równie niesamowity styl, oryginalnych bohaterów oraz urokliwość, która wyróżnia twórczość tejże pisarki.



piątek, 14 lutego 2014

Stosik

Niestety dość dawno mnie tu nie było. Miałam kilka powodów osobistych, ale już jestem! Z racji tego, że dawno mnie nie było, to nie mogłam się Wam pochwalić ciekawymi prezentami, które dostałam pod choinkę i na urodziny(pełnoletność wita!). Od góry Wiedźmin. Ostatnie życzenie- Andrzej Sapkowski. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się przeczytać. Potem prezent od znajomych na urodziny John Green- Papierowe miasta, natomiast Gwiazd naszych wina od mojej najwspanialszej przyjaciółki. Reszta od wydawnictw"Krzyk aniołów", "Modlitwa nieznajomej", "C.S. Lewis. Od Narnii do Ewangelii". "Był sobie książę.." już przeczytałam i niedługo wstawię recenzję. 

A Wy czytaliście coś i wiecie, że będzie fajne? A może stanowczo możecie powiedzieć, że nie warto się za coś zabierać?

środa, 12 lutego 2014

Diet coaching, czyli jak trwale zmienić swoje nawyki żywieniowe








Autor: Urszula Mijakoska 
Tytuł: Diet coaching
Wydawnictwo: Samo Sedno
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 179





Dziś pragnę Wam przedstawić pewną wyjątkową książkę. Poleciła mi ją moja dietetyczka. Ostatnimi czasy wielu ludzi nagłaśnia sprawę zdrowego odżywiania. Media kreują piękne, idealne sylwetki kobiet, jak i mężczyzn, a ludzie przed telewizorami zaczynają o takich marzyć. Zachodzą oni w głowę, jak osiągnąć wymarzone ciało i często podejmują radykalne kroki, robiąc to na własną rękę i przy okazji szkodząc sobie. Nie zdają sobie sprawy, że aby pięknie wyglądać i mieć promieniejącą cerę, wystarczy zmienić styl żywienia. Zagładzanie się nie przyniesie żadnych trwałych efektów. Niestety we współczesnym świecie jest to trudne, bo ludzie wchodzą do pierwszego lepszego sklepu, a na ladach roi się od pełnych chemii, ale jakże kusząco reklamowanych karmelowych batoników, cebulkowych chipsów, czy "bez-cukrowej” coli. 

Książka „Diet coaching” przedstawia psychologiczne podejście do odchudzania. Nie jest to zwykły poradnik obiecujący nam dietę- cud. Znajdziemy tu wiele prawdziwych informacji, które przydadzą się nam w planowaniu nowego stylu żywienia i które są tak naprawdę niezbędne, by zacząć samemu zmieniać podejście do odżywiania. Ponad to lektura uświadamia, że aby schudnąć, trzeba zdrowo się odżywiać. Przede wszystkim jednak pokaże nam jak podejść do zmian, jeśli nie mają być one utrzymane przez miesiąc, tylko przez całe życie. Po tę lekturę warto sięgnąć szczególnie dlatego, że jej autorka, Urszula Mijakoska, ma dwudziestoletnie doświadczenie w zakresie zdrowego odżywiania. Jest też profesjonalnym trenerem i dietetykiem, więc wszystkie porady zawarte w owej książce są jak najbardziej sprawdzone i fachowe.

Czytałam już kilka książek o odchudzaniu. W każdej znalazłam wiele błahych słów, które może i motywowały na kilka chwil, ale nie skłoniły mnie do większych przemyśleń. „Diet coaching” oprócz słów zawiera też zadania, które zmuszają czytelnika do refleksji nad jego odżywianiem oraz nad tym, czy chce on zmienić swoje ciało na 5 minut, czy na zawsze. Do tych notatek możemy zawsze wracać i ponownie się motywować. Mnie najbardziej przekonało zadanie, które polegało na napisaniu dwóch opowiadań o tym, jak twoje życie będzie wyglądało, jeżeli za dwa lata będziesz się wciąż odżywiać tak, jak teraz, i przytyjesz, a jak będzie ono wyglądało, gdy po tych dwóch latach schudniesz i wytrwasz w nowych nawykach żywieniowych.

Polecam tę książkę osobom, które przez cały świat borykają się ze zbędnymi kilogramami, próbując odchudzić się za wszelką cenę, nie wprowadzając nic wartościowego do swej diety, oraz osobom, które zwyczajnie pragną zdrowego stylu życia, który przyniesie zadziwiające efekty. „Diet coaching” to dobry początek, by zrobić krok w kierunku zmiany na lepsze. Zapoznamy się z informacjami, które ukierunkują pogląd na nasze odżywianie i zmotywują nas samych na bardzo długi czas.

czwartek, 12 grudnia 2013

Problem cierpienia- Clive Staples Lewis











Tytuł: Problem cierpienia
Autor: Clive Staples Lewis
Wydawnictwo: Espirt
Rok wydania: 2010





Clive Staples Lewis jest większości z nas znany przede wszystkim z „Opowieści z Narnii”. Jako młody chłopak stracił swoją wiarę, spowodowała to I wojna światowa, w której uczestniczył. Na szczęście na studiach, podczas wielu dyskusji jego wiara zaczęła powracać, o czym możemy przeczytać w „Zaskoczony radością”. Od tej pory religia stała się głównym tematem poruszanym przez pisarza.

Myślę, że bardzo ważna jest przedmowa tego utworu, gdzie autor wyjaśnia, iż tak naprawdę nie do końca żyje zgodnie z zasadami które sam głosi. Ta książka nie chce przekazać nam suchej wiedzy, Lewis doskonale zdaje sobie sprawę, że gdy cierpimy najważniejsza jest odrobina odwagi i współczucie innych.

Cierpienie nie jest obce żadnemu człowiekowi. Na każdym kroku je zauważamy. Codziennie ktoś umiera, każdego dnia kolejna osoba przeżywa jakieś nieszczęście. Wielu ateistów mówi wtedy – dlaczego Bóg do tego dopuszcza? Widocznie nie jest tak dobry lub wszechmocny. Ludzie pojawili się na Ziemi i od początku sprawiali sobie przykrość, zadawali ból. Wydaje się, że Najwyższy jest kompletnym ignorantem. Takie pesymistyczne myślenie dotyka wielu osób. Nie ukrywajmy, nie jest wcale łatwo powiedzieć „widocznie Bóg tak chciał”, gdy tracimy coś dla nas najważniejszego. W tej lekturze Lewis pięknie tłumaczy problem cierpienia. Twierdzi, że Bóg przez nie stara się do nas przemówić:

„W naszym cierpieniu Bóg krzyczy do nas; cierpienie to Jego megafon, który służy do obudzenia głuchego świata”

Być może ma rację. Cierpienie wyzwala w nas też miłość do człowieka dotkniętego bólem. Cały nasz świat jest powiązany małymi niteczkami, które ze sobą współgrają. Z jednej strony świat bez cierpienia wydaje mi się pięknym, ale z drugiej kompletnie nie potrafię go sobie takim wyobrazić. Ból fizyczny, psychiczny czy duchowy kształtuje nas.  Pisarz próbuje tutaj opisać jedno z najtrudniejszych zagadnień, lecz jednocześnie najbliższych naszym sercom.  

Przyznam, że tę książkę jest mi trudno ocenić. Z pewnością jest ona z wyższej półki, a jej treść ma pewne wartości, lecz przede wszystkim przedstawia ona filozofię cierpienia. Język nie należy do najprostszych i mimo tak niewielu stron, książkę czyta się raczej powoli. Myślę, że lepiej jest ją czytać codziennie po trochu, gdyż aby dogłębnie zrozumieć, co chciał nam przekazać autor musimy się w spokoju i ciszy zastanowić nad przeczytanym tekstem (a zapewniam, że jest się nad czym zastanawiać). Ciężko jest mi też powiedzieć, czy ta książka jest odpowiednia dla każdego. Skupia się ona głównie na Bogu, z czego nie każdy może być zadowolony. W każdym razie uważam, iż zwyczajnie warto poznać jakieś dzieło Lewisa, poza „Opowieściami z Narnii”, szczególnie, że nie są one zbyt długie.

„Problem cierpienia” to książka, która rozkłada wszelaki ból na czynniki pierwsze. Lewis krok po kroku tłumaczy nam to zagadnienie. Czasami miałam wrażenie jakby czytał mi w myślach. Czytając pojawiały się w mojej głowie pytania, a po chwili znajdywałam w tej lekturze na nie odpowiedzi. Jest to książka wyjątkowa i szczerze zachęcam do zapoznania się z nią. Ocenę natomiast pozostawię Wam.

„Zakładamy i często wierzymy, że to, co jest w istocie negatywnym nawykiem, stanowi wyjątkowy, jednorazowy akt. Odwrotny zaś błąd popełniamy odnośnie do naszych cnót - jak słaby tenisista, który mówi, że miał "zły dzień", podczas gdy tak naprawdę zaprezentował swoją normalną, kiepską formę, a swoje rzadkie sukcesy uważa za "rzecz normalną".

piątek, 15 listopada 2013

Czas Żniw- Samantha Shannon









Autor: Samantha Shannon
Tytuł: Czas Żniw
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 513







Nie da się ukryć, że jakiś czas temu na blogach zawrzało z powodu niezwykłej powieści, która swoją premierę w Polsce miała zaledwie kilka dni temu. Jej autorka, dwudziestodwuletnia Samantha Shannon, ukończyła studia literaturoznawcze na uniwersytecie w Oksfordzie. Książka „Czas Żniw” to bardzo obiecujący początek siedmiotomowego cyklu, który powala, zaskakuje i powoduje wypieki na twarzy!

W książce spotykamy Paige Mahoney; jako główna bohaterka przeprowadza nas przez całą historię. Jest rok 2059, na świecie pojawiają się jasnowidze. Nietrudno się domyśleć, że Paige jest jednym z nich. Jako senny wędrowiec należy do najpotężniejszych jasnowidzów. Na co dzień pracuje dla Jaxona Halla, włamując się do ludzkich umysłów i pozyskując cenne informacje. Pewnego dnia jej życie diametralnie się zmienia. Trafia do Oksfordu, tajemniczej kolonii karnej, gdzie władzę sprawuje, pochodząca z innego świata, rasa Refaitów. Zasady, jakie tam panują, kłócą się z pojęciem wolności. Paige za wszelką cenę pragnie uwolnić się spod władzy wroga... Jak potoczą się jej losy? 
 
Zanim zaczęłam czytać tę książkę, zdążyłam zapoznać się z wieloma pochlebnymi recenzjami
na jej temat. Niestety historia nie porwała mnie od początku, lecz kiedy zaczęłam już myśleć, że jest to kolejna niezasłużenie promowana powieść, dostałam więcej. Odkrywając każdą kolejną stronę, byłam zachwycona i coraz bardziej zakochana! Zarówno fantastyka, jak i antyutopia należą do moich ulubionych gatunków literackich. W tej lekturze dostrzegłam i jedno, i drugie. Oniemiałam z wrażenia tak dobrego ich połączenia. Moje zaskoczenie dodatkowo wzrosło, gdy skończyłam czytać i spojrzałam na okładkę książki. „Samantha Shannon urodziła się w zachodnim Londynie w 1991 roku”. Kilka słów, w które wciąż jest mi ciężko uwierzyć. Autorka tej wspaniałej powieści ma zaledwie 22 lata, a jej warsztat pisarski przewyższa niejednego, wieloletniego pisarza.

Shanonn stworzyła bogaty świat - każdy szczegół jest dopracowany. Początkowo szczególnie przydaje się słowniczek na końcu książki. Szybko jednak wdrążamy się w lekturę i przestaje on być potrzebny. W utworze autorka skupiła się głównie na Paige i naczelniku; to oni przez cały czas pozostają w centrum wydarzeń. Gdyby była to jednotomowa książka, uznałabym ten fakt za minus; mając jednak na uwadze, że przede mną jeszcze sześć tomów tego cyklu, nie mogę się przyczepić. 
 
Spotkałam się ze zdaniem, iż autorka wzorowała się na „Igrzyskach Śmierci” oraz „Harrym Potterze”. Co do tego drugiego, nie jestem w stanie dostrzec innego podobieństwa, oprócz wysokiego poziomu obu lektur. Tak więc możecie się domyślić, że zgadzam się z krytykami, którzy okrzyknęli Shannon drugą Rowling. Zaś jeśli chodzi o „Igrzyska śmierci”, to nie będę w stanie rozwiać waszych wątpliwości, gdyż nie miałam styczności z tą lekturą, a filmu nie obejrzałam uważnie.

Czas Żniw” to książka bogata w detale. Świat przedstawiony jest według mnie oryginalny i niepowtarzalny. Brakuje mi słów, by opisać, jak bardzo spodobała mi się historia opisana przez autorkę. Akcja zaskakuje, a koniec… Cóż, o tym, jak zakończy się ta niebanalna powieść, dowiecie się sami, gdy sięgniecie po nią. Zaznaczam jednak, że ludzie są bezlitośni - gdy skończycie czytać, będziecie chcieli więcej, jednak na jednej ze stron końcowych dostrzeżecie zdanie: „Kontynuacja Czasu Żniw już w 2014 roku”. Definitywnie mogę powiedzieć, że była to jedna z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku.



wtorek, 5 listopada 2013

W otchłani mroku- Marek Krajewski









Autor: Marek Krajewski
Tytuł: W otchłani mroku
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2013 
Liczba stron: 316







Zakochałam się w twórczości Marka Krajewskiego, czytając cykl o Eberhardzie Mocku. Mając za sobą już kilka utworów tego pisarza zauważyłam, że mają one dużo wspólnych cech. Niestety, dla wielu nie będzie to wabikiem do zapoznania się z jego książkami. Kim jest Marek Krajewski? Z pewnością, fanatyk kryminałów odpowiedziałby na to pytanie bez zająknięcia. Jednak dla tych, którzy jeszcze go nie znają warto wspomnieć kilka słów. Mianowicie jest on filologiem klasycznym, za promocję Wrocławia w swoich dziełach został tytułowany Ambasadorem tego miasta. 

Mamy rok 1946. Były komisarz dostaje zadanie od profesora filozofii, Stefanusa. Popielski ma wytropić, kto z jego uczniów jest szpiclem UB. Brzmi banalnie, niestety okazuje się czymś znacznie trudniejszym. Dochodzenie szybko zmienia się w pościg za trójką żołnierzy Armii Czerwonej, którzy gwałcą i topią młode dziewczęta. Popielski nie jest jednak jedynym, który stara się złapać morderców. O ich pochwycenie zacięcie walczą również ludzie UB i NKWD. „Kto odważy się spojrzeć w otchłań zła?”

Muszę od początku zaznaczyć, że to była moja pierwsza książka z cyklu, w którym głównym bohaterem jest Edward Popielski. Nie było to jednak żadną przeszkodą w zrozumieniu lektury.  Mało tego od razu polubiłam tę postać, jest konkretna i nie przesłodzona. Na korzyść działa również ukazanie zarówno zalet, jak i wad tego bohatera. Krajewski po raz kolejny oczarował mnie swoimi opisami Wrocławia. Za każdym razem, gdy czytam jego książki, to mam ochotę zwiedzić to piękne miasto. Oprócz tego kolejny raz pisarz pokazał, że znakomicie potrafi budować napięcie i zaskakiwać wydarzeniami. Odniosłam wrażenie, że tę historię autor uraczył mniejszą ilością brutalnych opisów. Nie będę ukrywać, że uważam to za plus. Wiem jednak, że wielu z Was powiedziałoby inaczej. Jego styl jest na wysokim poziomie. Autor potrafi niejednokrotnie rozbawić czytelnika. 

W tej książce nie zabrakło mrocznego klimatu charakterystycznego dla pióra Krajewskiego. Niestety wywody filozoficzne, które miały wzbogacić lekturę, w moim przypadku, nie podziałały. Mogę wręcz powiedzieć, że trochę kłóciły się z akcją i były zwyczajnie nużące. 

„W otchłani mroku” to kolejny dobry kryminał, od którego ciężko się oderwać. Dwa plany czasowe ubarwiają powieść. Nie da się ukryć, że nie jest to najlepsza książka tego pisarza, jednak potrafi zachwycić. U Krajewskiego uwielbiam zakończenia. Jestem ciekawa, czym pisarz zaskoczy mnie w następnym swoim dziele. Oczywiście będę czekać z zapartym tchem. Wy tymczasem sięgnijcie po tę książkę, naprawdę warto. Mogę ją polecić osobom lubujących się w kryminałach, jak i miłośnikom Krajewskiego. Możemy być dumni, że mamy w Polsce tak dobrego pisarza.
„Mistrz kryminału wraca do Wrocławia.”

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...