niedziela, 7 września 2014

Wyniki konkursu!

Kochani,

Mam dla Was wyniki konkursu.

Niebezpieczne związki trafią do 



Wybrani trafią do



Jeszcze dziś skontaktuję się z Wami w sprawie adresów.

Mam jeszcze jedną miłą informację, mianowicie na początku przyszłego tygodnia pojawi się kolejny konkurs, w którym będziecie mogli wygrać dwie świetne książki 6 filarów poczucia własnej wartości oraz Babskie Fanaberie. Nagrody udostępniło wydawnictwo Feeria.

wtorek, 2 września 2014

"Zabawka diabła" - Matt Richtel







Tytuł: Zabawka diabła
Autor: Matt Richtel
Wydawnictwo: Akurat
Rok wydania: 2014  
Liczba stron: 526
Moja ocena: 4/10








Manipulowanie ludzką pamięcią należy do niełatwych zabiegów, można powiedzieć, że wręcz niewykonalnych. Do tej pory z ideą usuwania wspomnień spotkałam się tylko w banalnych publikacjach o wampirach. Autor tytułu Zabawka diabła w zupełnie nowatorski sposób rozwinął wspomniany motyw. Cała historia prezentowałaby się nader interesująco, gdyby nie kilka decydujących elementów. 

Zabawka diabła jest pierwszą z książek o przygodach Nata Idle'a. Poznamy w niej babcię Nata - Lane - która przypuszczalnie cierpi na starczą demencję. Nie wydaje się to dziwne, gdyż babcia ma osiemdziesiąt lat, jednak dla głównego bohatera stanowi to nie lada zagadkę. Jego zdaniem jakiś odważny człowiek manipulował w pamięci Lane. Najprawdopodobniej staruszka skrywa pewną istotną tajemnicę, której nie pamięta. Jej ujawnienie może wywołać wielkie kontrowersje. Nat próbuje rozwiązać dręczącą go zagadkę i wkracza na niebezpieczny grunt...

Staruszka Lane szybko zyskała moją sympatię. Przebojowa, miła i zaskakująca - takich bohaterów da się lubić. Wszystko byłoby doprawdy świetnie, ale jedna sprawa nie dawała mi spokoju i popsuła mi całą lekturę. Wiem, że pisarzy ponosi wyobraźnia i często wychodzi to na plus, jednak nie tym razem. Matt Richtel stworzył bohaterkę, która tak naprawdę nie mogłaby istnieć. Czy wyobrażacie sobie taką babcię, która kopie i powala bandytów? Ja tak, widziałam takie na niejednej komedii, ale taka postać w thrillerze to lekka przesada. Tym oto sposobem zamiast czuć nutkę dreszczyku, ja w decydujących momentach pokładałam się ze śmiechu. Zaś Nat niekiedy bardzo mnie irytował. Postępował pochopnie i bardzo egoistycznie, wszędzie chciał zabierać ze sobą babcię, pomimo że ona nie była w najlepszej formie. 

Trzeba przyznać pisarzowi, że miał świetny pomysł na fabułę. Jak to jednak często, niestety, bywa - nie wykorzystał go w pełni. Podobało mi się, gdy główny bohater wraz z Lane jeździł po mieście próbując dotrzeć do sedna prawdy. Napięcie zbudowane było na pół gwizdka, cały czas sądziłam, że babcia w swym umyśle skrywa sekret na światową miarę. Autor sprawił, iż nie mogłam się doczekać rozwiązania tej zagadki - w końcu maczanie palców w czyimś umyśle to nie byle jaka sprawa. Niestety ostatnie strony przysporzyły mi wielki zawód. Nawet dobre przesłanie nie wynagrodziło mi rozczarowania. Muszę przyznać, że jest jak najbardziej trafione. W dzisiejszych czasach spędzamy wiele czasu przed komputerem, telewizorem czy telefonem, nie myślimy o tym, jak odbija się to na naszym zdrowiu. 

Odwołując się do samego wykonania książki, tu przyznam kilka plusów. Język, jak i styl pisarza nie mają sobie wiele do zarzucenia. Dzięki czemu, mimo sporej objętości lektury, czytało się ją szybko. Żałuję, że autor w ten sposób zmarnował potencjał, bo książka zapowiadała się doprawdy nieźle. Sam tytuł Zabawka diabła nie do końca odzwierciedla treść książki, jest zbyt naciągany. W samej książce diabła nie zastaniemy, lecz rozumiem, że tytuł to metafora. Niestety trochę mało pasująca. Niewątpliwie może zmylić wielu czytelników, co do kwintesencji utworu. 

Zabawka diabła może przypaść do gustu wielu osobom pod warunkiem, że potraktują ją z przymrużeniem oka. Dla mnie, niestety, nie była dość dobra. Mimo tych kilku wad, które zadecydowały o moim zdaniu, nie skreślam Matt'a Richtel'a. Uważam, że jest to autor z wielkim potencjałem. Być może weźmie on pod uwagę opinie czytelników i następna część przygód Nata będzie dużo lepsza i tego całym sercem mu życzę.

środa, 27 sierpnia 2014

Już dzisiaj premiera pierwszej polskiej powieści w Uniwersum Metro 2033!

Nareszcie! Jest sygnał z Krakowa! W końcu mamy dowód na to, że także i w Polsce żyją niedobitki po nuklearnej zagładzie… Z nieukrywaną dumą – wraz ze znakomitym autorem, Pawłem Majką – oddajemy w Wasze ręce pierwszą polską powieść w Uniwersum Metro 2033. Czekanie naprawdę się opłaciło. Witajcie w Polsce, w roku 2033…

(Dmitry Glukhovsky, autor bestsellerów Metro 2033 i Metro 2034
twórca międzynarodowego projektu Uniwersum Metro 2033)


Dwie dekady po Pożodze, globalnej zagładzie atomowej. Gatunek homo sapiens na powrót został sprowadzony do roli jednego z konkurentów w grze o przetrwanie. Zmieniło się wszystko. Tylko ludzie pozostali tacy jak dawniej.

Nowa Huta. Zaprojektowane i zbudowane od podstaw robotnicze miasto. XVIII dzielnica Krakowa. To tu, w podziemnych schronach, mieszkają ci, którzy przetrwali nuklearną apokalipsę. Każdy dzień oznacza dla nich walkę, każdy miesiąc przynosi nowe zagrożenia. Wśród strzępów cywilizacji przeżycie kolejnego roku zakrawa na cud.

Zdradzeni i zmuszeni do ucieczki mieszkańcy Nowej Huty wyruszają na poszukiwanie mitycznego raju – Kombinatu. Nie wiedzą jeszcze, że z niedostępnego dla nich centrum Krakowa nadciąga przerażająca horda, która odmieni znany im świat.

Jednak to śmiertelne niebezpieczeństwo okaże się tylko tłem dla piekła, które ludzie niezmiennie gotują sobie sami nawzajem.

Pierwszy fragment audio:
https://www.youtube.com/watch?v=c-QZdjDda3E

Drugi fragment audio:
https://www.youtube.com/watch?v=MjsChlfNvAQ

sobota, 23 sierpnia 2014

"Mój język prywatny" - Jerzy Bralczyk







Tytuł: Mój język prywatny
Autor: Jerzy Bralczyk
Wydawnictwo: Iskry
Rok wydania: 2004
Liczba stron: 338









Jerzy Bralczyk to bardzo ciekawy człowiek. Niewątpliwie większość z was już o nim słyszała. Jednak dla tych, którzy jeszcze o nim nie słyszeli, wspomnę kilka słów. Mianowicie, jest on językoznawcą. Wykłada w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego oraz w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Jego ulubioną lekturą jest Pan Tadeusz, zna on ją niemal na pamięć. Co więcej, jest autorem wielu książek, m.in. Mój język prywatny, która jawi się jako jego autobiografia. Język polski jest mu najdroższy, a co ciekawe, jak sam twierdzi, interesuje się życiem! 

Większość tego, co wiem, wiem dzięki słowom, tekstom, językowi. Więcej dowiedziałem się z tego, co usłyszałem i przeczytałem, niż z tego, co zobaczyłem czy poczułem. Ludzi też znam dzięki słowom.


Publikacja Mój język prywatny trafiła w moje ręce przez przypadek. Jednakże Jerzy Bralczyk interesował mnie już znacznie wcześniej. Dzięki tej książce mogłam poznać go bliżej. Dowiedziałam się wielu ciekawych faktów z jego życia, niektóre nie lada mnie zaskoczyły. Bardzo często myślimy, że takie mądre osoby są doskonałe. Tworzymy w swoich głowach ich wyidealizowany obraz, a później okazuje się, że są to zwykli ludzie, tak samo jak my. Muszę przyznać, że właśnie tak wyobrażałam sobie profesora Bralczyka, jako kogoś idealnego, nieomylnego. Co, rzecz jasna, było błędem. Dzięki tej lekturze poznałam tego wspaniałego językoznawcę jako normalnego człowieka. Dostrzegłam, że on też ma wady i jest przy tym bardzo pozytywny.

Książka ta zaskakuje. Pierwszy raz spotkałam się z tak ciekawym i wyjątkowym ukazaniem treści. Pisarz przedstawia wiele słów, jak można się domyślić, jemu bliskich. Każde z tych słów, które omawia, ma kilka znaczeń, co jest często zależne od kontekstu, w którym ich używamy. Dzięki temu możemy dostrzec, jak bogaty jest nasz ojczysty język. Osoby, które interesują się językiem polskim, mogę poznać jego wiele odcieni. Wspomniałam jednak, że ta książka jawi się jako autobiografia, wszystko za sprawą ciekawych informacji zawartych przed każdym słowem. Opisy słów są niezwykle ciekawe, autor wręcz zaraża swoją miłością do języka. Odniosłam wrażenie, że świetnie się on bawił podczas pisania tej publikacji. Gdy czytałam, byłam pod wrażeniem wykorzystywania niektórych wyrazów. Tak wiele znaczeń, tak wiele możliwości. Odkryłam, jak urzekające potrafią być słowa i jak wiele mogą wyrażać.

Publikacja Mój język prywatny nazwana jest również słownikiem autobiograficznym. Na pierwszych stronach znajdziemy część nazwaną Początek, w której autor opowiada o swoim życiu. Zajmuje to zaledwie kilkanaście stron, jest to jednak bardzo ciekawa relacja z życia Jerzego Bralczyka. Porusza on wiele spraw ze swojej młodości, m.in. to, jak często chorował; gdy któregoś razu przez kilka miesięcy leżał w łóżku, zdołał przeczytać wszystkie dzieła Słowackiego, jak sam to ujmuje od deski do deski. Nie to jednak wywołało we mnie największe zaskoczenie, ponieważ dosłownie oniemiałam, gdy przeczytałam te słowa: Pamiętam jak czytałem jako dziesięciolatek Quo vadis. W tej części znajdziemy również kilka zdjęć z dzieciństwa, jak i młodości profesora Bralczyka, szkoda tylko, że są one czarno-białe.

Kolejna część to już Słownik autobiograficzny. Znajdziemy w nim, tak jak wyżej wspomniałam, opisy słów. Wyrazy uporządkowane są alfabetycznie, tak jak w słownikach bywa. Mnie jednak najbardziej podobały się krótkie, osobiste informacje znajdujące się przed każdym wyrazem. Wszelkie słowa, o których pisze autor, są pogrubione, dzięki czemu książka nabiera estetycznego wyglądu. Nie to jednak zasługuje na największą pochwałę. Definitywnie jest to oryginalny styl Jerzego Bralczyka. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tak osobliwym językiem. Wyróżnia to tę książkę spośród innych. Jednakże nie tylko to; jako autobiografia, została przedstawiona w najciekawszy sposób z tych, które miałam okazję czytać.

Mój język prywatny to książka, którą warto poznać. Daje możliwość poznania Jerzego Bralczyka z bardziej osobistej strony. Ja dowiedziałam się bardzo wiele, jednak najbardziej cieszę się z tego, że jest on tolerancyjny w kwestii języka. Styl autora sprawia, że czytelnik pochłania stronę za stroną i wciąż chce więcej. Książka ta nie spodoba się zapewne tym osobom, dla których język polski jest obojętny, jednakże ci, którzy cenią sobie moc słowa, jak najbardziej odnajdą w tej pozycji literackiej coś dla siebie.

wtorek, 19 sierpnia 2014

"Życie mimo wszystko" - Christiane V. Felscherinow







Tytuł: Życie mimo wszystko
Autor: Christiane V. Felscherinow
Wydawnictwo: Iskry
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 282









Czy ktoś jeszcze nie słyszał o najsłynniejszej narkomance z Berlina Zachodniego? Christiane Vera Felscherinow trzydzieści pięć lat po opublikowaniu książki My, dzieci z dworca ZOO ujawnia światu dalsze szczegóły z jej życia, wydając publikację Życie mimo wszystko. Parę lat temu historia młodej narkomanki wstrząsnęła mną do tego stopnia, że wracałam do niej kilkakrotnie. Gdy na rynku wydawniczym pojawiła się zapowiedź książki opowiadającej o dalszych jej losach, wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Nigdy nie spodziewałam się, że będę mogła poznać dalsze wydarzenia z życia tej kobiety, że Christiane powróci na scenę, choć jak sama twierdzi, nigdy z niej nie zeszła.

W utworze My, dzieci z dworca ZOO poznałam Christiane jako młodziutką osobę, przyczyniło się to do tego, w jaki sposób odebrałam jej historię. Ponieważ bohaterka patrzyła na świat oczami piętnastolatki, a i ja byłam w podobnym wieku, świetnie rozumiałam jej uczucia, problemy i rozterki. Tym razem autorka opowiada o swoim dawnym życiu z perspektywy dojrzałej kobiety, która przeszła przez wiele trudów. Poznajemy ją również jako matkę, dla której rodzicielstwo okazało się najcenniejszą wartością w życiu. Nie jest to już jednak tak wstrząsające jak w jej pierwszej książce. Nie uszło mojej uwadze, że wiele spraw Christiane przemilczała, lecz nie dziwi mnie to. Smutne wydawało mi się to, że największa miłość do Detlefa teraz jest dla niej tylko młodzieńczym zakochaniem, nic nieznaczącym. Kiedyś postać Christiane była pełna silnych emocji i w jej ponurym świecie ta miłość odgrywała istotną rolę, była w jej życiu priorytetem. Odniosłam wrażenie, że teraz to wszystko jest dla niej małostkowe, a jedyną osobą, która wzbudza w niej głębokie emocje, jest jej syn. Przez to, że Christiane nie wyraża już tak dosadnie swoich uczuć, ta książka traci na wartości. Jako młoda osoba, była pełna nadziei, że jej życie stanie się lepsze, teraz niestety już tej nadziei nie ma.

Gdy czytałam tę książkę, to miałam wrażenie, że autorka się tłumaczy, Wielokrotnie wspominała o swoim ojcu i o tym, że bardzo żałuje, że pokazała go w takim świetle w publikacji My, dzieci z dworca ZOO. Odkąd Christiane urodziła syna, jej życie kręci się wokół niego. Z tej książki wyniosłam najwięcej również o nim. Muszę przyznać, że jestem znacznie zawiedziona. Odważyłabym się powiedzieć, że ta książka wydana jest niejako pod przymusem, być może autorce zaczęło brakować pieniędzy. Choć sama w jednym z wywiadów wspomniała, że ma nadzieję na to, że ta książka będzie większą przestrogą dla młodych osób, które chciałyby sięgnąć po narkotyki. Niestety ta lektura nie wywołuje już takich emocji i nie zawładnie czytelnikami tak jak My, dzieci z dworca ZOO.

Biografia napisana jest prostym językiem, czyta się ją jednym tchem. Zapewne uwadze wielu osób nie umknie fakt, że książka ma nienaturalnie dużą czcionkę… Mamy jednak sposobność obejrzeć wiele zdjęć, które przedstawiają Christine z lat jej młodości, jak i dzisiaj, kiedy ma pięćdziesiąt lat.

Polecam tę książkę osobom, które wciąż pamiętają o młodej ćpunce. Osobom, które są ciekawe, co dalej działo się z Christiane F. po opublikowaniu książki My, dzieci z dworca ZOO. Życie mimo wszystko otworzy wam oczy na wiele spraw, niewątpliwie zdacie sobie sprawę z tego, że wszystko wygląda nieco inaczej, niż każdy by chciał. Nie należy jednak stawiać tej książce zbyt wysokich wymagań.

sobota, 16 sierpnia 2014

English spoken today







Tytuł: English matters
Wydawnictwo: Colorful Media
Wydanie specjalne








 



Tym razem Wydawnictwo Colorful Media oferuje swoim czytelnikom wydanie specjalne English matters. W sklepach gazeta ukazuje się co dwa miesiące, więc pojawienie się wydania specjalnego ucieszy zapalonych czytelników tych magazynów. 

Nie trzeba dokładnie prześwidrować tej gazety wzrokiem, żeby spostrzec, iż różni się ona od normalnego  wydania. Nie uświadczymy w niej podziału na działy, każdy artykuł dotyczy English Spoken Today. Tak jak zawsze do artykułu dołączone są słówka, które mogą sprawić nam problem w zrozumieniu tekstu. Ma to na celu ułatwienie czytelnikom opanowania języka, muszę przyznać, że ta metoda rzeczywiście się sprawdza. Odkąd skrupulatnie czytam te publikacje, zauważyłam, że potrafię znacznie więcej słówek. Przydatna jest również alfabetyczna lista wyrazów, którą można pobrać na stronie em.colorfulmedia.pl, w pliku pdf. Ponadto mamy możliwość, na tej samej stronie, wysłuchania większości artykułów, które zawarte są w gazecie. 

Ten numer wydania specjalnego zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Artykuły okazały się nader ciekawe. Każdy z nich czytałam z przyjemnością i zainteresowaniem.  Na pierwszej stronie zamieszczono tekst o nazwie People Who Have Influenced the English Language. Przeczytamy w nim kilka zdań o ludziach, którzy mieli wpływ na język angielski. Mnie najbardziej zaintrygowała postać Chrissie Mager. 

Do jednego z najlepszych artykułów należy zaliczyć również ten, o tytule What's in a Language? Tekst został napisany przez Roberto Galea, traktuje m.in o mieszaniu się angielskich wyrazów z polskimi, co można szczególnie zauważyć wśród emigrantów. Powstała nawet taka nazwa, jak Ponglish! Tekst ten zapewne zainteresuje również wielu z was. 

Artykuł From Texting to Sextingn znacznie wzbogacił ten magazyn. Dzięki niemu dowiemy się o emotikonach, których używają Anglicy. Oprócz tego zaskoczy was kilka słów, które napisała Katarzyna Szpotakowska o małej syrence. Koniecznie musicie to przeczytać! Do całej listy warto również dorzucić Outkast "Hey... Ya", gdzie dowiecie się co nieco o slangu stosowanym w piosenkach. Co ciekawe, używanie go może doprowadzić do tego, że ośmieszymy się przed naszym rozmówcą! 

Wydanie specjalne English matters wypadło bardzo dobrze. Artykuły są ciekawe, a przede wszystkim niebanalne. Polecam wam ten magazyn, możecie się wiele z niego dowiedzieć i nauczyć.


piątek, 15 sierpnia 2014

Wakacyjny konkurs

Kochani, 

Wakacje dobiegają końca, przynajmniej dla niektórych z Was, dlatego postanowiłam zorganizować konkurs. Tak na otarcie łez. Wylosuję dwóch zwycięzców. Do wygrania:

Wybrani oraz Niebezpieczne związki



Zasady:

1. Konkurs trwa od 15.08 do 31.08.
2. Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu.
3. Uczestnik musi mieszkać na terenie Polski. 
4. Organizator musi wysłać książkę w ciągu tygodnia.
5. W komentarzu pod postem trzeba podać swój nick.
6. Można, ale nie trzeba dodać mojego bloga do obserwowanych, kręgów Google. 
7.Można, ale nie trzeba polubić Sekret słów na Facebooku.
8. Należy podać adres e-mail, na który zostanie wysłana wiadomość o wygranej.
9. W komentarzu należy również napisać tytuł książki, którą jesteście zainteresowani. 
10. Będę wdzięczna za umieszczenie baneru konkursowego na swoim blogu.


Przykładowe zgłoszenie:
Nick: Ewelina
Adres e-mail: Malina261295@wp.pl
Książka: Niebezpieczne związki

Życzę powodzenia!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...